środa, 9 września 2015

Od Taigi cd Ciri

Zaniepokoiły mnie ruchy White, a co jeszcze gorsze drugi koń wykonał to samo. Moja klacz zarżała, spuściła głowę i położyła po sobie uszy. Po chwili zaczęła się kręcić w kółko.
-White co się dzieje?-zapytałam.
Nagle coś przebiegło w krzakach. Klacz stanęła dęba i zaczęła wymachiwać kopytami, drugi koń też zareagował niespokojnie. Szybko ściągnęłam łuk i strzały z mojego wierzchowca. Tak, nie zakładałam jej siodła i uzdy ale zawsze brałam tą broń. Naprężyłam linkę i czekałam. W końcu usłyszałam trzask gałęzi, strzeliłam ale przy ziemi. Usłyszałyśmy pisk. Pobiegłam w tamtą stronę. Postrzeliłam w łapkę młodego lisa, nie aż tak małego ale też nie dużego. Obok chował się drugi i patrzał. Lis nie mógł uciec. Wzięłam z podręcznej torby apteczkę. Żałowałam, że to zrobiłam. Ciri podeszła do nas.
-Pomożesz mi?-zapytałam.
Po paru minutach łapka była opatrzona, na szczęście rana nie była poważna. Oba lisy uciekły.
-Thanks-mruknęłam.

Ciri?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz