Uważnie przyglądałam się temu co dzieje się na padoku. Armagedon próbował zrzucić Nathana, ale bezskutecznie. Po jakimś czasie chłopak zsiadł z konia i zaczął kierować się w stronę stajni. Również wstałam i poszłam za nimi. Armagedon wszedł do boksu, a czarnooki zamknął boks.
- Nie boisz się, że kiedyś ci się coś stanie? - spytałam patrząc na niego.
- E tam - uśmiechnął się.
Nathan zrobił wszystko co miał zrobić po czym do mnie podszedł.
- No co? - zaśmiałam się.
- Nic - odparł i pocałował mnie w policzek.
- ehh - westchnęłam - Idziemy się przejść?
- Okej - zgodził się.
Wyszliśmy ze stajni, na dworze było chłodniej niż w stajni, zresztą nic dziwnego, mamy jesień. Niedługo będzie zima, a to oznacza jeszcze zimniejsze dni i to, że wcześniej będzie robić się ciemno. Szliśmy przed siebie, nagle się zatrzymałam i złapałam go za nadgarstek.
- Zaczekaj - powiedziałam, a chłopak podszedł do mnie i rzucił mi pytające spojrzenie - bo ja no nie wiem - odparłam, sama nie widziałam czemu właściwie się zatrzymaliśmy i co mam zamiar powiedzieć.
- Noo? - spojrzał na mnie.
- Nie wiem, nie wiem czemu nas zatrzymałam, tak jakoś mi się powiedziało - powiedziałam zakłopotana - przepraszam.
Nathan? Nie wiem co jej odwaliło :'>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz