- No dobrze - odparłam i jeszcze raz go przytuliłam - do zobaczenia jutro, idę wyczesać siano z włosów - zaśmiałam się.
- Pa - powiedział i zaczął odchodzić.
Weszłam do swojego pokoju, zdjęłam buty i udałam się do łazienki. W pierwszej kolejności sięgnęłam po szczotkę i wyczesałam dokładnie włosy. Później przyszła kolej na prysznic.
***
Kiedy wyszłam z łazienki położyłam się na łóżku i przykryłam kołdrą. Przeczytałam kilka stron książki i poszłam spać.
***
Po śniadaniu postanowiłam iść na spacer. Niebo było zachmurzone, ale nie padał deszcz. Nie wiem czemu ale poszłam do stajni. Mijałam boksy wszystkich koni. W końcu się zatrzymałam i usiadłam na sianie naprzeciwko bosku, w którym stał Armagedon. Większość koni przeżuwało swoją paszę, nie powiem ten odgłos był jakiś taki no przyjemny, uśmiechnęłam się sama do siebie, chciałoby się wrócić do jazdy konnej. Przez głupi wypadek długo nie mogłam jeździć, do tego przez tą przerwę mam pewne obawy przed wsiadaniem. Konie to naprawdę wspaniałe zwierzęta. Co raz częściej przyłapuje się na patrzeniu w jeden punkt przez dłuższy czas. Patrzyłam na konie stojące w boksach, wszystkie w tej stajni były tak piękne. Z rozmyśleń wyrwał mnie odgłos czyichś kroków. Rozejrzałam się dookoła i ujrzałam Nathana zmierzającego w moją stronę.
Nathan?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz