środa, 9 września 2015

Od Ciri cd Taiga

Co za...Menda, szmata... Ugh... Prychnęłam gdy pomyślałam o Taidze. Haske siedziała najeżona na moim łóżku. Warczała. Tak, mój kot warczy. Pogłaskałam ją czule po główce
-Nie musisz się bać malutka...Te wstrętne psy nie zrobią ci już nigdy krzywdy.
Dalej miałam na sobie ubrudzony sweter. To był jeden z moich ulubionych... No trudno. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Ruszyłam żwawym krokiem w stronę stajni. Osiodłałam Black Widow i wsiadłam. Wyjechałyśmy spokojnym stępem w teren. W tym Londynie było jednak cholernie ciepło. Hmm...Trzeba będzie mieć w szafie cokolwiek innego niż sweter.

***

Po "wyścigu" z Taigą i jej koniem wjechaliśmy razem z Blackie na polanę. Oczywiście Taiga również musiała tam być. Poszłam na drugi koniec łąki. Tam rozpięłam popręg mojej klaczy by mogła się w spokoju najeść. Podwinęłam rękawy swetra (z każdą chwilą było mi coraz bardziej ciepło) i usiadłam przy jakimś drzewie. Rozglądnęłam się. Nie jest źle, ale wolę Norwegię. Nagle zauważyłam, że mój koń podniósł głowę i zastrzygł uszami. Po chwili położył je po sobie i zaczął nerwowo stąpać. Pogłaskałam go po szyi by go uspokoić. Przestała stąpać lecz pozostała czujna. Odwróciłam głowę. Koń Taigi robił to samo co Blackie.

Taiga?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz