Spacerowałam tak gdy nagle Tora pociągnęła mnie za mocno i pobiegła gdzieś, wzięłam Lise na ręce i ruszyłam w stronę psa. Gdy zobaczyłam jak suczka liże po twarzy lekko zdezorientowanego chłopaka siedzącego na ławce podbiegłam do nich i szybko zabrałam ją z jego kolan.
- Boże ile to waży - powiedział wycierając się
- Na razie tylko 50 kilo to jeszcze szczenie - odpowiedziałam
- Trochę duże to szczenie - mruknął
- Trochę... Niedobry pies! - krzyknęłam lekko klepiąc ją po zadzie - przepraszam za psa
- Nic się nie stało lizanko z psem zawsze spoko - zaśmiał się
- Ta, i co impreza aktualna? - spytałam
Alex?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz