Przewróciłam oczami. Wsiadłam na White i wyprzedziłam ich. Armagedon zarżał gdy przebiegaliśmy obok.
~Powinien nauczyć trochę manier tego konia~pomyślałam.
Wjechaliśmy do miasta. Klacz terach szła powoli z zniżoną głową patrząc na wszystkich bacznie. Zeszłam z niej i podeszłam do stoiska z jabłkami. Gdy je patrzałam, ktoś musiał zrobić coś White, bo klacz stanęła dęba i zaczęła wierzgać przednimi kopytami. Po chwili już biegła daleko gdzieś. Szybko kupiłam jabłka.
-White~-krzyknęłam za koniem.
Smutna usiadłam na schodku. Nagle ujrzałam jakiegoś chłopaka idącego z moją klaczą. Szybko wstałam i podbiegłam do nich.
-White-powiedziałam cicho i pogłaskałam wierzchowca-A!-zwróciłam się do chłopaka-bardzo ci dziękuje.
Lekko się zarumieniłam, sama nie wiem dla czego.
Alexander?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz